Zaczęłam prace. Pierwszy dzień trafił mi się najgorszy z
możliwych, był to sylwester. Po paru weekendach miałam już dość użerania się z
najebanymi ludźmi. Obserwuje bacznie, chociaż widzę o wiele za dużo. Nie będę rozpisywała się o zdradach, intrygach czy innych akcjach które miejsca mieć nie powinny. Trochę mi
smutno, jak patrzę na te 30stki przychodzące tam co tydzień, które wdzięczą się
i szukają miłości swojego życia w klubie. Mam nadzieje, że ja tak nie skończę. Wracając do obserwatora jakim tam jestem to widzę, rzeczy
których widzieć nie powinnam. Oczywiście moje kontakty poszerzyły się, poznałam masę
ludzi, na większości przejechałam się,
większość zraniłam, albo mnie zraniono. Nie powiem, że ta praca to spełnienie
marzeń chociaż na początku tak uważałam, mówiłam jak jest cudownie, fajnie,
zabawnie i miło. Jest ciężko. Rozpiłam
się niemiłosiernie, dochodziło prawie do tego, że musiałam dopłacać do pensji.
Zniżka na barze to zło. Mimo, tego, że jestem kobietą to nie traktują mnie
inaczej, lepiej czy lżej. Nie wiem czy mi się to podoba. Wiem, teraz jak wygląda to wszystko od kuchni, jaki jest
wszędzie syf, który tylko od zaplecza widać, no bo najebani ludzie przecież nie
zauważą. Potem właściciele budzą się z ręką w nocniku i żądają rzeczy
niemożliwych. Przez chwile też w kawiarni pracowałam (dla wtajemniczonych warszawiaków, w centrum,
zielona dziura pod nazwą ziół uspokajających). Ci sami właściciele, co tego klubu.
'Wrzucili' mnie w grafik tej dziupli,
ja nie ogarnięta, nie potrafiąca robić kawy, zielona (jak te paskudne ściany)
musiałam siedzieć 6 godzin. Umierałam ze strachu, byłam odpowiedzialna za wszystko i sama. Co prawda przychodzą tam maksymalnie trzy osoby dziennie. Ale nie narzekam, przyznaje się, że praca tam
otworzyła mi drzwi na środowisko klubowe, kulturalne, towarzyskie i pod pewnymi względami
jest mi łatwiej. Póki co wzięłam ponad miesiąc wolnego, rozkoszuje się wolnym weekendem aktualnie i duuużo śpię, generalnie nie robię nic :D Wiosna się zaczęła i mi w głowie poprzewracała to i owo. Zaczęłam być
miła. Miła, rozważna-romantyczna i spokojna. BOŻE. 
Komentarze: 10.04.2011, 14:39 :: 95.108.110.137 luksus niepijąc od 5 tygodni, chyba rozumiem irytację z powodu przebywania na trzeźwo z najebusami :D
powiadasz, że w Warszafce jeszcze w knajpach wolne 30stki się chowają? chyba za rok się przeprowadzę ;)
08.04.2011, 20:19 :: 109.243.210.233 lucciola o rozważna-romantyczna to ideał do którego dążę :) i też nie chcę skończyć jako 30-tka, nieważne czy w klubie czy nie, ale to już tuż :))
04.04.2011, 20:41 :: 46.21.208.89 lato-ze-snu zamierzam iść do pracy właśnie na jakąś kelnerkę, i jak tak poczytałam co napisałaś, to się teraz boję :D
03.04.2011, 09:33 :: 91.145.128.87 marmar Białystok :)
|